Tak wyglądała praca na planie „Chłopaki nie płaczą”. Spory i improwizacje
Cezary Pazura uczył się całego scenariusza na pamięć i na prywatnych imprezach odgrywał wszystkie role, również kobiece, a naturszczyk z poznańskim akcentem, wyszperany przez reżysera na spotkaniu w szkole, wypowiedział kwestie, które Polacy powtarzają do dziś. Oto kulisy „Chłopaków nie płaczą” – komedii, której teksty weszły do języka potocznego na dobre.
42 dni i 3,7 mln widzów
Trudno znaleźć w polskim kinie ostatnich dekad film, który przy tak skromnych środkach odniósłby tak spektakularny skutek. Olaf Lubaszenko nakręcił „Chłopaki nie płaczą” w zaledwie 42 dni, dysponując budżetem 2,5 mln złotych. Premiera odbyła się 3 marca 2000 roku, a film zakończył rok jako drugi najchętniej oglądany polski tytuł z wynikiem 3,7 mln widzów w kinach.
Historia jest z pozoru prosta: Kuba (Maciej Stuhr), pechowy skrzypek, przez przypadek trafia na świadka mafijnej strzelaniny w agencji towarzyskiej. Od tej chwili na jego głowę spada lawina kłopotów z gangsterami – groźnym Fredem (Cezary Pazura) i jego kompanem Gruchą (Mirosław Zbrojewicz). Scenariusz Mikołaja Korzyńskiego, jak Lubaszenko wspominał w książkowym wywiadzie z Pawłem Piotrowiczem, wywołał u reżysera „radość po lekturze, ale obawę o realizację”. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania.
Zdjęcia realizowano od czerwca do września 1999 roku w Warszawie, Jeleniej Górze i Konstancinie-Jeziornie. To właśnie w tym ostatnim miejscu rozegrała się jedna z kluczowych przygód na planie, która stała się anegdotą.
Naturszczyk z Poznania i jego „Coco jambo”
Postać Laski – wiecznie rozluźnionego, nieodłącznie kojarzonego z jointеm kolegi Kuby – jest dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych ról w historii polskiej komedii. Zagrał ją człowiek, który nigdy wcześniej nie stał przed kamerą. Tomasz Bajer trafił na plan, bo Lubaszenko wypatrzył go podczas spotkania z młodzieżą w jednej ze szkół. Zachwycił reżysera sposobem mówienia i to wystarczyło.
Bajer sam przyznał w wywiadzie dla Onet Kultura z 2020 roku, że kultowe „Coco jambo i do przodu” to po prostu jego naturalny styl bycia, wzmocniony poznańskim akcentem i niezmąconym spokojem. „Ludzie rozpoznają mnie głównie po głosie” – mówił, dodając, że pozytywny wizerunek Laski sprawia, że spotkania z widzami są zawsze miłe.
Warto przy okazji obalić jeden z trwalszych mitów otaczających tę postać: mimo że Laska kojarzy się widzom z nieodłącznym jointem, prawdziwe zioło pojawiło się przed kamerą tylko raz – w scenie ucieczki przed radiowozem z pijanymi policjantami. W pozostałych ujęciach rekwizyt była atrapa.
Improwizacja w parku, która przeszła do historii
Bogdan Łazuka, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów komediowych, wcielił się w szefa mafii – postać, od której można by oczekiwać sztywno wyuczonych kwestii. Tymczasem jedna z najbardziej pamiętanych scen filmu powstała przypadkiem.
Łazuka ćwiczył dialogi w parku w Konstancinie. Kiedy przyszło do sceny w saunie i kluczowej frazy „Mam dosyć tego twojego Freda” – po prostu zapomniał tekstu. Zamiast przerywać, zaczął improwizować. Erupcja przekleństw, która z tego wynikła, tak spodobała się Lubaszence, że reżyser zasugerował włączenie jej do gotowego filmu i tak gangsterska tyrаdа Łazuki, zrodzona z chwilowego zapomnienia, weszła do kanonu polskiego kina.
Pazura wierzył w film bardziej niż ktokolwiek inny
Cezary Pazura podszedł do roli Freda z imponującą sumiennością i entuzjazmem, który nieco wymknął mu się spod kontroli. Po lekturze scenariusza aktor nauczył się całego tekstu na pamięć. Na prywatnych imprezach chwalił się znajomym, że gra „czarny charakter w filmie gangsterskim”, i dla urozmaicenia odgrywał przed nimi nie tylko własną rolę, ale wszystkie inne, włącznie z kobiecymi.
Kwestie takie jak „Nie bądź takim materialistą, trzeba się wyluzować” czy „Widziałem ptaka cień” stały się, jak sam wspominał w nagraniu na Facebooku, jego osobistym znakiem firmowym.
Trądzik Oskara i spory na planie
Nie wszystko na planie szło gładko. Jednym z niespodziewanych źródeł napięcia okazała się cera Wojciecha Klaty grającego Oskara, przyjaciela Kuby. Trądzik aktora wzbudził niepokój wśród producentów. Lubaszenko wspominał sugestie, by część scen nakręcić od nowa, bo „to się dziewczynom nie spodoba”. Reżyser postawił na swoim. Klatę i jego nieperfekcyjną cerę zapamiętano jako integralną część klimatu produkcji.
W filmie pojawia się też Andrzej Mleczko, znany rysownik i przyjaciel Lubaszenki – w epizodycznej roli z jedną tylko kwestią, skierowaną do siedemnastoletniej wówczas Aleksandry Kisio: „Trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka, ale jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko”. Krótko, ale treściwie.
Kuba nie był Alexem, garbus zastąpił malucha i język, który unieśmiertelnił film
Maciej Stuhr, obsadzony w roli głównej, miał własne obawy związane z projektem. Niepokoiło go podobieństwo bohatera do roli, którą grał wcześniej w „Fuksie” – też miał na imię Alex i jeździł maluchem. Twórcy postanowili działać: zmieniono imię postaci na Kuba, malucha zastąpił garbus. Zmiana auta wpłynęła też na dialogi – Stuhr wspominał, że właśnie wtedy dopisano m.in. kwestię: „Po co? Po to, żeby nie wyglądać jak żelbetonowy kloc!”.
Lubaszenko w wywiadzie przyznał, że wiele spośród kultowych kwestii nie wyszło z gotowego scenariusza, lecz z pracy na planie – z poprawiania tekstu razem z aktorami, szukania naturalniejszego brzmienia. „Bunkrów nie ma, ale też jest za******ie”, „Widziałem ptaka cień” czy „Nie bądź takim materialistą, trzeba się wyluzować” to dziś samodzielne memy, funkcjonujące w polszczyźnie zupełnie niezależnie od kontekstu filmowego.
Poniemieckie bunkry, które w filmie są tylko elementem scenografii, doczekały się własnego życia w internecie – cytat o „bunkrach” od lat krąży jako gotowy komentarz do najróżniejszych sytuacji. To rzadki przypadek, gdy jedno zdanie z komedii sensacyjnej staje się czymś na kształt ludowego powiedzenia.
„Chłopaki nie płaczą” skończyły ćwierć wieku i wciąż nie przestają śmieszyć. Możemy się o tym przekonać w niedzielę, 8 marca o godz. 21:25. Emisja na antenie TVN.